Episode Transcript
[00:00:00] Speaker A: Słuchaj nas.
[00:00:05] Speaker B: Kalejdoskop Radiaxon.
[00:00:10] Speaker C: Witamy
[00:00:20] Speaker A: w magazynie Kalejdoskop Radiaxon.
Magazyn realizuje dźwiękowo Dariusz Marchewka.
Zanim opowiem, co dzisiaj już słyszymy, to tylko pragnę powiedzieć, że będzie dużo akcentów świątecznych, poza tymi takimi codziennymi.
Magazyn Kalejdoskop, Radio Accent, audycja, którą polecam Państwu uwadze.
Zaczniemy oczywiście od piosenki.
[00:00:57] Speaker C: obcy obcy To jest czas na sen Dla smutnych myśli Niech je skryje śnieg Mogą tam pozostać nawet rok Czy wiek Każdy dzień zanim znudnie nam W siwej chmurze obcy obcy Chociaż wokół nie ma osób stu, lecz dwie Będziesz mieć szczęśliwe święta blisko mnie Blisko mnie każdy dzień zanim zniknie nam w siłej chmurze wszystkich dni niechaj ma wyjątkowy smak niech ma jakiś sens i styl chcę ci dać spokojny dobry świat i twój los tak chcę Chociaż wokół nie ma osób w stu lecz dwie będziesz mieć szczęśliwe świata blisko blisko mnie Będziesz mieć obcy Szanowni
[00:04:35] Speaker A: Państwo, co dzisiaj usłyszymy w magazynie?
A więc przywitam Państwa już teraz bardzo oficjalnie. Program realizuje Darek Marchewka, o czym już mówiłem, a ponadto kłaniają się Stanisław Filsz, Stanisław Szubert, Agnieszka Smolińska i zapowiadacz etatowy Leszek Kopeć.
W naszym dzisiejszym spotkaniu usłyszymy rozmowę, którą przeprowadził Stanisław Schubert z Marcinem Ruszakiem o pewnej aktywności zawodowej.
Stanisław Firszt opowie nam o tradycjach Bożego Narodzenia.
Potem przeniesiemy się dzięki archiwum radiowemu w lata pięćdziesiąte. Opowiemy o najważniejszym wieczorze wigilijnym.
Odwiedzimy też wrocławską w latach 50-tych popularną restaurację Ratuszowa.
Następnie pojawi się pani Agnieszka Smolińska, która opowie nam o książkach, które warto przeczytać.
Mam nadzieję, że znajdą państwo coś dla siebie w naszym magazynie społeczno-kulturalnym jakim jest Kalejdoskop Radia Akson.
Do studia zbliża się już Stanisław Szybert z gościem, którego przedstawi.
i odbędą rozmowę, a Państwo będą mogli ją usłyszeć. Magia Radia.
[00:06:13] Speaker D: A ja witam Państwa. Dzisiaj będzie aktywności społecznej, która była bardzo skuteczna, ale i taka, która się może nie udała.
Panie Marcinie, witam Pana bardzo serdecznie. Skąd się wzięła taka Pańska społeczna energia walczenia z rzeczami, z którymi walczyć jest trudno?
[00:06:30] Speaker E: Dzień dobry Państwu. Skąd się wzięła? Nie mam zielonego pojęcia. Dzisiaj się zastanawiałem też nad tym. Ja chyba mam to po prostu zakodowane.
Część swojej energii po prostu muszę poświęcić na rzeczy, które dla części ludzi wydają się niemożliwe do zrealizowania, ale z czasem okazuje się, że jednak takie możliwości się pojawiają.
[00:06:51] Speaker D: Czyli nie zawsze ręce opadają bez przyczyn, bez skutków i bez budowania nowych perspektyw.
A chcę panu przypomnieć jakąś taką pańską, ale i moją też porażkę, kiedy wspólnie walczyliśmy o to, aby tą murowaną, nagą rzeźbę kobiety poczciarki zresztą, która w latach sześćdziesiątych trafiła do Parku Zdrojowego, żeby przenieść ją z powrotem w to miejsce, bowiem za mojej młodości młode pary, biorące ślub przed urzędnikiem stanu cywilnego miasta Cieplica Śląskie Zdrój, tam składamy kwiatki zaraz po zawarciu Związku Małżeńskiego. Było już właściwie bardzo blisko, a niestety dalej ta goła dama, rzeźba jej niezauważalnie tłoczy się w takiej ciasnej muszli naprzeciwko term.
To pana zraziło?
[00:07:53] Speaker E: Nie no, jeśli to miałby mnie zrazić, to naprawdę poddałbym się na małej rzeczy. Natomiast ten przypadek nagiej baby tak zwanej jest faktycznie dziwny, bo jest to relatywnie niewielka rzecz tak naprawdę dla miasta przenieść taki pomnik. Jednak upór urzędników jest tak duży, że jest wręcz niezrozumiały dla mnie. Jest duże zaplecze ludzi, którzy chcieliby, żeby ten pomnik wrócił na swoje miejsce, takim jak wszyscy go pamiętamy.
Jednak to chyba zdaje się pan prezydent Łyczko, jeszcze wiceprezydent Łyczko odpowiadał i motywował, dlaczego ona tam nie powinna wrócić. Moim zdaniem powinna wrócić. Chociażby biorąc pod uwagę wolę, chyba większości ciepliczan, może warto by zrewitalizować trochę ten pomnik, bo faktycznie jest trochę w kiepskim stanie, ale dla chcącego nic trudnego. Także jest dla mnie to niezrozumiałe, dlaczego ona jeszcze się tam nie znalazła z powrotem.
[00:08:46] Speaker D: Urzędnicy w takich sytuacjach, no posługują się opiniami konserwatorów. W tym przypadku konserwatora krajobrazu, który powiada, że tak, właśnie takie bez, bezpostaciowa forma tego, tej fontanny wpisuje się w oś widokową parku.
z Parku Zdrojowego.
No, ale co, starczyłoby panu sił, gdybyśmy wspólnie spróbowali o to jeszcze raz zawalczyć?
[00:09:14] Speaker E: No, ja myślę, że ten temat jest ciekawy generalnie. To jest taki papierek lakmusowy tego, w jaki sposób władze Lunii Góry podchodzą do tego, jakie zdanie mają mieszkańcy.
[00:09:22] Speaker D: Nie tylko mieszkańcy, bo na ten temat wypowiadali się również i kuracjusze wczasowicze. Ale byśmy dzisiaj do Państwa przybyli w zupełnie innej relacji. Pan Marcin Roszak, 43-letni mężczyzna, inżynier. Spotkaliśmy się w zupełnie innym celu. po to, aby pan, matematyk zresztą, o bardzo ścisłym umyśle, stąd też dziwię się, że tyle humanistycznych elementów w pańskiej głowie tkwi dalej, takich sprospołecznych.
[00:09:52] Speaker E: Tak, tutaj jest podział generalnie mam w głowie faktycznie. Lubię te ścisłe rzeczy, jestem programistą z zawodu, ale jednocześnie te społeczno takie właśnie humanistyczne.
[00:10:00] Speaker D: I niech pan powie o swojej nowej inicjatywie jako mieszkańca kamiennej pustyni, czyli Zabobrza.
[00:10:07] Speaker E: Tak, od jakiegoś czasu jestem również mieszkańcem Zabobrza.
I tutaj kontynuując jakby te sukcesy związane z wieżą na Sołtysiej Górze, bo dwa projekty w JDO przeszły i ostatni będzie realizowany już niedługo.
Chciałbym kontynuować też tą możliwość, którą mam tak naprawdę, czyli pewną biegłość właśnie w składaniu tych projektów. I złożyłem projekt dotyczący skrawka takiego pozostałości, w zasadzie nie wiem czy to sad był, tak mi się wydaje. W każdym razie zielony taki skrawek przestrzeni, który warto by po prostu zrewitalizować i odświeżyć. W tym momencie zostały właśnie jeszcze drzewa owocowe.
Jest trochę niezagospodarowany, nie ma tam miejsca, gdzie można by przysiąść.
I ja taki projekt złożyłem właśnie do Jolningorskiego Budżetu Obywatelskiego.
Nazywa to się Ekopark za Bobrze.
I chciałbym zachęcić Państwa oczywiście do zagłosowania.
[00:11:05] Speaker D: Proszę Państwa, chodzi dokładnie o odcinek położony tuż przy trasie Jana Pawła II, po prawej stronie jadąc w kierunku Wrocławia, prawie że dokładnie vis-a-vis Renault, naprzeciwko bloku numer 14, tych trzech wieżowców.
To był kiedyś nie sad, tylko tam przechodziła droga, stara droga do Dziewiszowa i dalej do Złotoryi.
I proszę Państwa, mieszkańcy tego bloku chyba w latach siedemdziesiątych, to był pierwszy w ogóle wieżowiec wybudowany w Jeleniej Górze przez Jelenie Górskie Przedsiębiorstwo Budownictwo jako JPBM, czyli Jelenie Górskie Przedsiębiorstwo Budownictwa.
Złożyli ostry protest, kiedy któryś z radnych około osiemdziesiąt siedemdziesiątego dziewiątego szóstego roku wymyślił, że w tym miejscu ma stanąć McDonald albo jakaś firma, która właśnie zajmowałaby się takimi fasztami.
No i to skutecznieśmy odbronili. Tam później były też nasadzenia jakichś owoców właśnie, jakichś drzew owocowych, jakichś drzew te także, innych, które odgradzały ten teren od ruchliwej także już wtedy, ale i Jana Pawła II.
Niech pan powie, na czym ma polegać ten ekopark?
[00:12:38] Speaker E: Przede wszystkim chodzi o małą architekturę, czyli po prostu takie urządzenia, które pozwolą przysiąść chociażby po drodze z zakupów z Biedronki.
To głównie. Tam jest przewidziana też łąka kwietna, tablice informacyjne dotyczące kompozytorów, od których nazwy ulic zostały wzięte. I co ważniejsze też panele dźwiękohłonne, które oddzielą trochę od ulicy Jana Pawła tą przestrzeń, bo faktycznie tam jest trochę głośno.
No i chodziłoby o to właśnie, że i jeszcze elementy małej retencji, które właśnie też pozwolą zbierać wodę, to jest modne ostatnio.
I fajny zresztą element, który pozwoli zbierać wodę z jednej strony, z drugiej strony może jakieś ptactwo tam się pojawi też wodne.
Więc taki jest pomysł.
[00:13:28] Speaker D: Panie Marcinie, to proszę przynajmniej powiedzieć, co mieszkańcy Zabobrza, głównie tej starej części, ale nie tylko przecież, mają robić, aby ten piękny projekt zagospodarowania w ekologiczny sposób kolejnego, trochę zaniedbanego zakątka zielonego, tej części zielonej Zabobrza, co mają zrobić?
[00:13:52] Speaker E: Myślę, że są tutaj dwa etapy. Ten końcowy to jest oczywiście oddanie głosu w Wielonigorskim Budżecie Obywatelskim, o czym będziemy informować. A wcześniej, to znaczy teraz, bardzo bym poprosił wszystkie osoby, które ten pomysł się podoba i które mogłyby się włączyć w promocję tego projektu, czyli szeptanie sąsiadom naokoło o tym, że taki projekt jest, bo to jest kluczem do sukcesu. w Jolingórskim Budżecie Obywatelskim. Także zapraszam Państwa do kontaktu chociażby przez KSON albo do odnalezienia mnie na Facebooku.
Tutaj jakąś akcję promocyjną powoli planujemy.
Można się w to włączyć. Będzie właśnie już niedługo.
Zapraszam.
[00:14:31] Speaker D: Panie Marcinie, to przewiduje Pan jakieś ulotki może albo artykuły prasowe? Z chęcią napiszemy o tym w naszej gazecie niepełnosprawni tu i teraz. Z chęcią też będziemy powtarzali Pański komunikat, który nagramy oddzielnie na antenie naszego radia.
[00:14:48] Speaker E: Tak, na dzień dzisiejszy założyłem zrzutkę, która ma na celu zebranie pieniążków na ulotki i plakaty.
To jest jakiś taki podstawowy pakiet po prostu, żeby roznieść po sąsiadach.
Natomiast jeśli pojawią się jakieś możliwości też, żeby jeśli państwa będzie więcej, to no pomyślimy po prostu o tej bardziej zakrojonej akcji.
To zobaczymy, co tutaj się urodzi.
[00:15:06] Speaker D: Ekopark i pomysłodawca, człowiek, który się nigdy nie kłania problemom.
po to, żeby pod ich ciężarem polec pan Marcin Roszak, 43-letni matematyk, społecznik, który urodził się tu w Jeleniej Górze, jak wiecie państwo, przed 43 laty, a od trzech lat jest mieszkańcem Zabobrza. Dziękuję panu za rozmowę.
[00:15:32] Speaker C: Siądziemy dziś przy świecach, gdy się skończy dzień.
Kocisko zejdzie z pieca, A gdy, a gdy zaświeci gwiazdka nam Z kolędą tą, drogą złą Pójdziemy w świat Gwiazdeczko, która świecisz chęć Niedźwiedziom daruj mocny sen A smutnym ludziom złoty grosz zboża łań, kwiatów kosz, gwiazdeczko, która świecisz chet, daj każdej babci ciepły plec, osiołkom daruj siana, Śpiewaj z nami jak w snu Śpiewaj jak w snu Ogrzej na szybach lód Siądziemy dziś przy sobie Niby sowy dwie Na deser po połowie Wypijemy łzę A gdy, a gdy Zaświeci gwiazdka nam Z kolędą tą, drogą złą Pójdziemy w świat Gwiazdeczko, która świecisz tam Daj czarnym kotom cienie bram Okrętom w morzu syren śpiewa obcy obcy
[00:18:26] Speaker A: Stanisław Firszt opowie nam o tradycjach bożonarodzeniowych.
Czy Państwo są gotowi, a może któreś z tych tradycji przetrwały do dnia dzisiejszego? Kto wie?
[00:18:49] Speaker B: Wydawałoby się, że wiele tradycji i zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem trwa od dawien dawna, co najmniej od kilkuset, jak nie od tysięcy lat.
Dzisiaj nie wyobrażamy sobie świąt bez choinki i bytleńskiej szopki, a tymczasem sprawy mają się trochę inaczej. Wcześniej, może od średniowiecza, przed Bożym Narodzeniem gruntownie sprzątano izby i mieszkania. Szczególnie na wsi dbano o świątecznie udekorowaną główną jasną izbę, tak zwaną świetlicę. Pod powałą wieszano ozdobne pająki wykonane z nitek, słomy, kolorowych wstążek i papierków. Tam też na szczęście umieszczano gałązki jemioły.
który miał gwarantować obfitość plonów w nadchodzącym roku, aby się darzyło i było bogato. W niektórych regionach Europy trwał też jeszcze przedchrześcijański kult wiecznie zielonego drzewka, symbolu życia, odradzania się, trwania i płodności.
Później kult ten powiązany został z ministerium raju, gdzie rosło drzewo poznania dobro i zła. z którego Ewa zerwała owoc i wręczyła go Adamowi. Grzech pierworodny zmazał dopiero Jezus Chrystus, umierając za nas na krzyżu. Narodziny Zbawiciela z rajskim drzewem i w ten sposób w dzień Bożego Narodzenia do domów wnoszono drzewka. Tradycja ta narodziła się prawdopodobnie w Walsacji, górskiej krainie i stąd drzewkiem takim były sosny, jodły lub świerki. Stało się to najprawdopodobniej już w średniowieczu. Zwyczaj ten i tę tradycję popierał gorąco i był jej zwolennikiem Marcin Luter, który był orędownikiem spędzania świąt w domowym zaciszu w gronie rodziny. Wokół symbolicznego drzewka Stawianie choinek w domach rozpowszechnili protestanci najpierw w krajach niemieckich, później w północnej i środkowej Europie w ciągu XVI i XVII wieku. Z czasem choinki były, szczególnie na wsiach, coraz bogaciej ustajane ozdobami z bibuły, papieru, drewna i wosku. Pojawiły się na ich łańcuchy specjalnie pieczone pierniczki i inne ciasteczka. Wieszano też orzechy, jabłka i cukierki, co było świąteczną atrakcją dla dzieci i podkreślało rodzinną atmosferę.
Ozdabianie choinek szklanymi bombkami, szpicami i innymi ozdobami to późniejsza historia, która się narodziła dopiero w XIX i XX wieku, nie mówiąc o elektrycznych lampkach i plastikowych. Do Polski zwyczaj stawiania świątecznego drzewka trafił za sprawą niemieckich protestantów po rozbiorach. To jest w końcu XVIII i na początku XIX wieku. W XIX wieku choinka przejęta została w Anglii, Francji i Południowej Europie. Na nie umieszczano też świeczki, których płomienie odtwarzały złe moce i były symbolem ogniska domowego. Kościół katolicki przyjął tradycję stawiania choinek nieco później, bo dopiero w XVII-XVIII wieku. Innym zwyczajem bożonarodzeniowym było budowanie i stawianie szopek. Na Dolnym Śląsku pojawiły się one z krajów niemieckich od końca XVII wieku. Szopki, czasem bardzo duże, budowano przede wszystkim w kościołach. Przedstawiano je na tle architektury Bliskiego Wschodu i krajobrazów Palestyny.
Później skonstruowano szopki skrzynkowe zaopatrzone w nakręcane mechanizmy pozwalające poruszać drewniane figurki. Szopki takie były jadną z atrakcji świąt Bożego Narodzenia, a wierni tłumie odwiedzali świątynie, aby je obejrzeć.
Na terenie Jeleniej Góry na przykład takie ruchome szopki co roku ustawiane są w kościele św. Wojciecha na Zabobrzu lub na przykład w cieplicach kościele św. Jana Chrzciciela. Prostsze były szopki w typie zwykłej stajenki, w której umieszczano figurki świętej rodziny, pasterzy i bylenta.
Z czasem pomniejszone szopki trafiały do zamożniejszych domów prywatnych, co miało miejsce w XIX wieku. Figurki do szopek botajemckich i całe szopki konstruowała i wytwarzała sławna w Dolnym Śląsku szkoła snycerstwa w Ciepicach. W pierwszej połowie XX wieku jedna z takich szopek do dzisiaj znajduje się w kościele św. Johna, o czym już mówimy. Na obszarach górskich, nie tylko u nas, rozpowszechnione było malarstwo na szkle. Jednym z głównych motywów przedstawianych na niewielkich kolorowych obrazkach, oprawianych w proste drewniane ramki, była szopka betlejemska zwana betem. Obrazki takie wieszano na ścianach izby prawie każdego karkonowskiego wiejskiego domu.
Ogromny zbiór obrazów na szkle, między innymi z takimi przedstawieniami, przechowywany jest dzisiaj w Muzeum Karkonowskim w Jeleni Górze. Specyficznym wytworem tradycji bożonarodzeniowej były tzw. szopki piramidowe, Weihnachtszepter. Było to połączenie świecznika, choinki i szopki.
Narodziły się one w kręgu protestanckim w drugiej połowie XVIII wieku. W kościołach ewangelickich stawiano liczne lichtarze i świeczniki.
do narodzenia konstruowano drewnianą choinkę składającą się z trzonu i kolejnych zmniejszających się ku górze okrągłych platform.
Na platformach tych ustawiono papierowe drewniane figurki na tle przyrody i architektury Bliskiego Wschodu.
Tam też ustawiono małą stajenkę. Boki ozdabiano gierlandami i kolorowymi koralikami.
Na platformach znajdowały się też miejsca na świece, Świeczniki te, wyglądające z daleka jak choinki, były symbolicznym świątecznym drzewkiem, jak i szopkami. Na Dolnym Śląsku pojawiły się już w połowie XIX-XX wieku. Najstarsze przygłady takich konstrukcji znamy z okolic bolesławca, z Włotoryi i Jeleniej Góry. Dzisiaj tradycja ta zupełnie zaginęła, a wraz z nią szopki piramidowe.
Jedyny egzemplarz takiej szopki piramidowej na naszym terenie przechowany jest w Muzeum Karkonowskim w Wilejgórze. Podarował ją w 1900 roku do zbiorów Riesingbirgsfeuer Museum. Pan Steinert z Wlenia. Jest to jedna z najstarszych i najładniejszych szopek piramidowych, jakie zachowały się do naszych czasów.
W 2002 roku przeprowadzono jej konserwację.
Przy tej okazji, za uwagi na jej delikatną i krugą konstrukcję, z inicjatywy mojej postanowiono wykonać jej dokładną replikę. Pracę tę przeprowadziła Maria Czysztoń, która dodatkowo wykonała dwie nowe mniejsze szopki piramidowe. Był to pierwszy przypadek wykonania takiego obiektu od prawie 100 lat. Do dzisiaj kultywuje się tradycję stawiania choinek w domach, choć żywe drzewka wypierane jest przez choinkę z tworzyw sztucznych lub przez różnego rodzaju stroiki.
Symbolika pożarnarodzowaniowa i drzewka takiego poszła w zapomnienie. Choinki ubierane są na nową, świecką modlę. Tylko sporadycznie stawiane są szczopki.
Nie wiesza się już obrazków na szkle, przedstawiających Betlemy. A szopki piramidowe stały się tylko obiektem gwarantowanym. Tak jak wszystko w dzisiejszym świecie i te symbole świąt spłycają się swoją dawną wymową. Znacznie zatracają dawną, głęboką symbolikę.
Świat staje się prosty, kolorowy, sterylny, uniwersalny, a zarazem pusty i smutny. To tak jakby analfabeta patrzył na zapisaną kartkę, widział co prawda zapisane piękne kaligrafią wyrazy i zdania, ale nic z tego nie rozumiał.
[00:27:09] Speaker C: Kolebie się, kolebie obcy może jakiś wędrowiec przyjdzie, siądzie, opowie co na świecie zobaczy, gdzie był i wywróci nam z siana wszystko, co jest pisane od dziś, od dziś wieczór świeczki zapali, staną duzi i mali, klasną w dłonie jak zawsze od lat.
Zniosą to hast za siebie, za te gwiazdy na niebie, za świat, za świat.
Kolebie się, kolebie Pierwsza gwiazda na niebie Co się zdarzy, co będzie Po śniegu, po kolędzie Kulik ruszy z kopyta, gdy niebieski woźnica w pełnym biegu zajedzie przed dom.
Nim się zdążysz połapać, wszystkie konie skrzywlate już są, już są.
a gdy sanie podjadą pod sam próg zimnym gwiazdom biała manna się sypnie na próg może manna gaz nieba spadnie tym co potrzeba do stóp do stóp obcy obcy
[00:31:22] Speaker A: Uwaga, uwaga, szanowni państwo, kochani słuchacze.
Za moment przeniesiemy się, mając taki wehikuł czasu, w lata pięćdziesiąte.
Czy zastanowiliście się kiedyś państwo nad tym, która z Wigilii była najważniejsza?
Albo który wieczór Wigilijny zapamiętali państwo szczególnie?
No to posłuchajmy nagrania z lat pięćdziesiątych. Z góry przepraszam państwa za jakość, ale to głęboko archiwalne radiowe nagranie.
[00:32:03] Speaker D: Który z twoich wieczorów wigilijnych wspominasz najprzyjemniej i dlaczego?
[00:32:18] Speaker B: Rok 1946 dlatego, bo był pierwszy spektakl w polskiej operze.
[00:32:28] Speaker D: Mogę zdradzić, że w poprzedzającym tygodniu Wigilię spotkała mnie wielka, szczęśliwa wygrana.
683 tysiące, no i z tego powodu
[00:32:38] Speaker E: Wigilia obfita i bardzo radosna.
[00:32:42] Speaker B: A to był rok 1957.
[00:32:45] Speaker E: Otrzymałem mieszkanie z nowego budownictwa we Wrocławiu. No i proszę sobie wyobrazić, przy nierozstawionych jeszcze meblach, już był wieczór wigilijny.
[00:32:54] Speaker F: To był wielki dzień dla mnie.
[00:32:59] Speaker G: Najmilsze dla mnie są wszystkie wigilie z lat dziecinnych.
Są pełne jakiegoś bajkowego uroku.
[00:33:12] Speaker B: Rok 1951.
W listopadzie zacząłem pracę i na Wigilię po raz pierwszy w życiu za własne pieniądze mogłem kupić prezenty dla swoich najbliższych.
Chyba najbardziej miły wieczorem wigilijnym, jaki pamiętam
[00:33:27] Speaker E: do swojego życia, to jest wieczór pierwszy po wyzwoleniu.
[00:33:30] Speaker B: Byłem jeszcze wtedy małym chłopcem i pamiętam, że linia frontu była niedaleko, a u
[00:33:34] Speaker E: nas kwaterowali radzieccy żołnierze.
Spożywaliśmy właściwie pierwszą, wtedy po wyzwoleniu, wieczerzę wigilijną jak bliscy przyjaciele chyba i to było najprzyjemniejsze w tym wszystkim.
[00:33:47] Speaker G: Rok 1960 był dla mnie szczególnie miły.
Wyszłam w tym roku właśnie za mąż i przygotowywałam pierwszą kolację wigilijną. Byłam strasznie przejęta tym wszystkim i chyba dlatego był dla mnie bardzo miły. Wspominam go przyjemnie.
[00:34:05] Speaker B: No chyba w tym roku, panie redaktorze. Dlatego po prostu, że w tym roku urodził mi się syn i wieczerzą Wigilejną spędzimy razem z synem w trójkę.
[00:34:34] Speaker A: Korzystając z naszego wehikułu czasu sięgniemy jeszcze do jednego z nagrań archiwalnych.
Oto restauracja Ratuszowa we Wrocławiu. Kiedyś w latach pięćdziesiątych bardzo popularna. Może dlatego, że jedyna. Były to czasy.
ale ludzie byli dla siebie wtedy lepsi, bardziej życzliwi.
Szanowni Państwo, posłuchajmy rozmowy, którą dziennikarka przeprowadziła z szefem kuchni w restauracji Ratuszowa.
[00:35:10] Speaker G: Pan Stanisław Majcher, szef kuchni restauracji Ratuszowa we Wrocławiu, jest kilkakrotnym laureatem konkursu Srebrnej Patelni, jest znany z tego, że przygotowuje doskonałe potrawy i ma bardzo bogate doświadczenie kulinarne.
[00:35:26] Speaker F: Miałem 12 lat, jak poszedłem na praktykę. 40 lat temu to było. Pierwsza moja praktyka to była w jednym dworze. Mój brat tam był lokajem. Potem poszedłem do miasta.
Tak jak Przemyśl, Jarosław, Lwów, dawna staropolska wigilia we dworze to była bardzo wystawna.
Przede wszystkim musiał być bardzo dobry barszcz czysty z łóżkami grzybowymi, różnego rodzaju ryby w galaretach na zimno. Jeżeli chodzi o święta, no to na święta to tam były bardzo wystawne rzeczy. Przede wszystkim kuchnia staropolska lubowała się na dzieciństwie i na ptactwie.
[00:36:06] Speaker G: To były te najsmaczniejsze dania.
[00:36:08] Speaker F: Najsmaczniejsze dania. Na takim stole, w takim dworze musiał stać prosiak upieczony nadziany kaszą, pasztety z dziczyzny, szynka wędzona, zapiekana w cieście chlebowym. To było coś wspaniałego.
Pieczyste jelenie, sarny, zające. Tam były i kwiczoły, i chrupatwy, w całości indyki.
ładnie udekorowane wszystko, były różne dodatki jarzyn, co się rzadko spotyka. Różne babki, babeczki, torty, wina, likiery.
[00:36:42] Speaker G: To była taka wystawa sztuki kulinarnej.
[00:36:44] Speaker F: Kulinarnej. Te piękne makowce i kołacze. A przede wszystkim, na pierwszym miejscu, to na stolie musiała leżeć strucla pleciona z ośmiu warkoczek. Bardzo dobrego ciasta, z rodzynkami, z migdałkami.
[00:36:59] Speaker G: Można powiedzieć, że ślinka cieknie, jak się o tym mówi.
[00:37:02] Speaker F: To było wszystko tam, co tylko dusza zabrała.
[00:37:07] Speaker C: To
[00:37:15] Speaker A: cudownie jest mów, czytać.
Właśnie o książkach wie wszystko nasza wspaniała, cudowna Agnieszka Smolińska.
Witam Panią Pani Agnieszko i zapraszam, aby zachęciła Pani naszych słuchaczy do czytania, również w święta.
Pani Agnieszko, oddaję Pani głos.
[00:37:38] Speaker G: Dzień dobry Państwu, Agnieszka Smolińska z Wypożyczalni Książki Mówionej. Witam Państwa po dłuższej nieobecności i dzisiaj zaproponuję Państwu dwa tytuły.
Pierwszy z nich to Elżbieta I, królowa dziewica, jej rywalki i faworyci, napisała Iwona Kienzler, czyta Elżbieta Kijowska.
Panowanie Elżbiety I wyznaczyło jeden z najświetniejszych okresów w historii Anglii, narodziny przyszłej królowej.
Rozczarowały jej ojca Henryka VIII, który pragnął męskiego potomka i nigdy się nie spodziewał, że jego córka będzie wybitną władczynią. Jej matka, Anna Boleyn, została stracona na Szafocie, a droga samej Elżbiety na tron okazała się wyjątkowo trudna. Doskonale wykształcona, władająca kilkoma językami, zadziwiła niejednego zagranicznego dyplomatę. Charyzmą i intelektem uwodziła dosłownie wszystkich.
Niezależnie od płci, nigdy nie wyszła za mąż.
Kreowała się na dziewicę, chociaż w jej alkowie gościli liczni adoratorzy. Książka Iwony Kienzler, autorki bestsellerowych biografii historycznych, opowiada o życiu prywatnym tej fascynującej i pełnej sprzeczności władczyni. Poznajmy zatem bliżej Elżbietę I. Tudor, nietuzinkową królową, która poważyła się władać Anglią na własnych zasadach. Potomni nadali jej przydomek wielka, na który w pełni zasłużyła. I drugi tytuł?
Był sobie pies.
Bruce Cameron.
Czyta Robert Michalak.
Historia, która zachwyciła miliony czytelników na świecie.
Wyszczekany bohater, który rozbawi cię do łez.
Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha.
To familijna opowieść nie bez powodu zasłużyła na ekranizację.
Któż oparłby się urokowi poczciwego czworonoga, który w dodatku odradza się w kilku wcieleniach? Miłość nie zna granic, a Bailey dobrze wie, że najważniejsze to kochać i śmiać się. Dziękuję Państwu bardzo. Życzę miłej lektury.
Do usłyszenia.
[00:40:32] Speaker C: Zima!
Zima!
Śnieg!
Śnieg!
Śnieg!
Z nieba!
Z nieba sypiesz się Gdzie nie spojrzysz miało Wszystko pojaśniało obcy Radość, spokój w każdym z nas Barwne świece błyszczą Dziwne ogień iskrzą Na wszel czas.
Wielą stroinę Z każdej izby pływamy.
Świece już pogasły w sercach naszych jaśniej.
Iliad, Iliad, kończy się.
Dla ciebie, Boże, dziękuję.
Huuu...
To
[00:45:07] Speaker A: wszystko w naszym magazynie, trochę świątecznym, trochę codziennym. Ot, jak w życiu. Za uwagę dziękuję Agnieszka Smolińska, Stanisław Firszt, Stanisław Schubert, mówiący te słowa Leszek Kopeć i realizator Darek Marchewka, który całość magazynu zrealizował dźwiękowo.
Pan mistrzowski.
Dziękujemy pięknie i wszystkiego dobrego kochani słuchacze.
[00:45:49] Speaker C: muzyka